Day 1.

Grafik mam super busy ostatnio (tak, nie mam czasu na dziewczyny), ale postanowilem, ze bede robil takie male kroki. Byle regularnie. Dzis day 1 – krotki spacer troche po zakupy po okolicy. Zapytalem jedna kobiete gdzie jest najblizsza stacja metra. I od razu troche lepiej. Oczywiscie w miedzyczasie bylo kilkanascie setow, ale ok, nie dzis. Nie chce sie spalic, chce robic male kroczki, ale do przodu. Plan na jutro – podobnie. Zapytac 1-3 osoby o cos – godzine, metro, cos tam wymyslec. Budowac te mini pewnosc siebie. Co fajne – dzis bylem taki dosc spokojny, nigdzie sie nie spieszylem. Moze znaczenie ma fakt, ze chwile przed spacerem cwiczylem nogi – testosteron 🙂

Kilka mysli podczas spaceru:

  • kobieta musi chciec ciebie bardziej, niz ty ja
  • musisz byc w jakis sposob lepszy od niej, miec jakas przewage
  • sam fakt ze jestes facetem z definicji powoduje, ze to ona powinna byc niesmiala, nie ty
  • aby osiagac sukcesy w podrywie, trzeba przede wszystkim dobrze sie czuc z samym soba i byc zadowolonym z samego siebie, swojego zycia itp
  • najseksowniejsza czesc mezczyzny to mozg. mozna byc przydalem i odnosic sukcesy
  • zawsze zakladac ze jest sie atrakcyjnym dla niej, zakladac ze ona jest zainteresowana toba.
  • mozna byc klaunem i skakac jak pudelek – napewno wzbudzimy zainteresowanie, ale chyba nie podniesiemy swojej atrakcyjnosci. mysle ze bardzo seksy jest spokoj i opanowanie. takie stonowanie, mowienie powoli, nie spieszenie sie nigdzie.

Ok. Ciag dalszy nastapi.

Fake abundance

No niestety nie mogę mówić o realnym abundance (czyli obfitości), a więc muszę sobie wyobrazić, jak bym się zachowywał w sytuacji, gdybym np. regularnie spotykał się, i to nie z jedną a kilkoma kobietami. Wiele materiałów szkoleniowych dużo mówi o tym nastawieniu facetów, które ponoć działa na kobiety jak lep na muchy, które to właśnie nastawienie kobiety wykrywają swoim szóstym zmysłem.

Prosta sytuacja. Wczoraj w pracy zaproponowałem koleżance wyjście na piwo. W ogóle chwilę się lekko stresowałem, zanim to powiedziałem, ale wykorzystałem dobry vibe w którym aktualnie byłem i nie chciałem tego odkładać na kolejna godzinę, dzień itp – bo rozmyślanie o tym prozaicznym czynie wpędzałoby mnie w jeszcze większe zdenerwowanie.

To że poległem na chyba shit teście to inna bajka – koleżanka po chwili namysłu dodała, że powinniśmy też zaprosić kilka innych osób – albo faktycznie chciała z nimi też wyjść albo chciała zweryfikować o co mi chodzi. Stawiam na drugie. Z rozpędu przystałem na rozszerzenie tego spotkania. Shit test failed. (Ale ok, ze względu na różnicę w SMV między mną a nią, na moją korzyść, może sprawa jeszcze nie jest przegrana, zobaczymy – podczas reszty zmiany sprawiała bowiem wrażenie, że też nie zagrała najlepiej).

A teraz załóżmy że mam ten abundance, że don’t care i wogóle. Na takie zapytanie o rozszerzenie grupy spotkania po prostu odpowiadam, że bardziej mi chodziło o piwo Ja i Ty, patrząc głęboko w oczy z szelmowskim uśmiechem. I nie obchodzi mnie odpowiedź. Ja sprawiam sprawę jasno i albo koleżanka przystaje albo nie. Może nawet wprawię ją w zakłopotanie, też ze względu na różne SMV. I chyba nawet lepiej. Czym ryzykuję to stosunki w pracy, ale nie są one mocno związane. Ale na pewno nie przejmuje się sytuacją, w której odmawia – mam bowiem (real or fake) abundance, i jak nie ona, to inna. Jest to przeciwny biegun nastawienia wobec nastawienia lamentu, porażki, znowu kolejna odmówiła itp. To, że się nie przejmuje odpowiedzią, daje kobiecie (świadomie lub podświadomie) sygnał, że mogą być inne, że nie jestem zdesperowany itp itd. Lament, przyjęcie odrzucenia osobiście, ba – obrażenie się – daje przeciwny sygnał – że jest ona kolejną kobietą, która mnie olała i że nie jestem dla nich atrakcyjny.

Tak więc wniosek z tego taki – w takich sytuacjach i podobnych staram się wyobrazić – jak bym się zachowywał, jakbym miał ten abundance mindset, czyli regularnie spotykał się z kilkoma kobietami.